ZIMBABWE MY DREAM
YOU CAN DRINK AND DRIVE
“Coz , nauka kosztuje. Nastepnym razem bedzie lepiej “ – pocieszal sam siebie wypijajac w samochodzie kolejne piwo. Oprocz kwiatow ta rzecz spodobala mu sie najbardziej.
Zimbabwe to najcudowniejszy kraj na ziemii dla Polakow I Rosjan. Jest to kraj w ktorym mozna pic i jezdzic. Bo cos pic w takim klimacie przeciez trzeba caly czas. A ze woda drozsza od piwa , wiec piwko sie popija przy kazdej okazji a czesciej popija sie bez okazji. Wogole to najlepsze miejsce na swiecie do picia piwa, DG odkryl wlasnie w Zimbabwe. Tym miejscem jest oczywiscie miejsce w jadacym samochodzie i to koniecznie za kierownica.
Po latach obserwacji, jak to w rodzimym kraju politycy walcza z bogu ducha winnymi kierowcami jezdzacymi po kielichu ( pomimo druzgocacej przeciez statystyki wskazujacej, ze to trzezwi powoduja wiecej wypadkow) DG z uwielbieniem zaczal oddawac sie temu “procederowi”. Szybko doszedl tez do wnioskow, ktore nie sa zbyt korzystne dla rasy bialej nie wykluczajac w tym Polakow oczywiscie.
Po pierwsze………. i po drugie.
Ludzie czarni (bron boze nie myslic z okresleniem “ciemni”) maja wyjatkowy szacunek dla samochodu i ogromny respect przed wszystkim co sie po drodze porusza i wyglada na metalowe. Czarny czlowiek przemieszczajacy sie pieszo (w naszej nomenklaturze tzw ‘pieszy”) na widok nadjezdzajacego auta, blyskawicznie (jest to cecha niedostepna Polakom) ocenia swoje szanse w potencjalnym zderzeniu i czym predzej ustepuje z drogi.
Sprawa ma sie podobnie z … jak to my nazywamy “przechodniami”. Kazdy kto ma bardziej opalona skore, zanim przejdzie przez jezdnie nawet jesli ma zielone swiatlo, upewni sie najpierw ze nadjezdzajace auta zatrzymaja sie napewno bo przeciez nikt mu nie zagwarantuje, ze zadzialaja hamulce w zblizajacym sie aucie lub ze pomimo porannej godziny , kierowca nie spi pijany za kierownica.
Tak zdrowe podejscie do tematu ruchu drogowego, powoduje ze wiecej czarnych ginie od hipopotamow (pewnie dlatego ze nie sa metalowe) niz samochodow prowadzonych przez pijanych kierowcow (trzezwi w tym rejonie swiata nie wystepuja).
“… ach, zeby tak to zaimportowac do Polski…” westchnal DG (nie zeby hipopotamy tylko SZACUNEK DLA PORUSZAJACEJ SIE METALOWEJ MASY !!!!)
Po powrocie z „kwiaciarni“, misjonarz wysadzil DG pod brama
i z mina obrazonego kochanka, czym predzej pognal na misje.
A moze tylko oltarz mu sie palil ???
DG z ogromnym bukietem ogromnie przeplaconych kwiatow
wkroczyl do domu I wreczyl je artystce ze slowami : „… na
nowej drodze zycia ….“
Ta , zachwycona udawanym podziwem podziekowala w 2
slowach i w zamian zaproponowala piwo.
„Hmm ale mi business….“ – pomyslal DG, ale piwo przyjal bo
w koncu lepsze to niz nic.
Artystka nie zaproponowala nic wiecej, gdyz ogarnela ja
wscieklosc wielka , ze Misjonarz stchorzyl I pozostawil ja
sam na sam z wrednym DG w tak malej przestrzeni.

Domek wewnatrz byl malutki, ale swiezo zbudowany i bardzo sympatyczny.
Nic dziwnego, ze Artystce i Mesjaszowi bylo tutaj jak u Pana Mugabego za piecem.

Zona pomimo tego, ze nie widziala sie z DG prawie miesiac
czasu wcale nie zamierzala ukrywac swego niezadowolenia
z powodu nieobecnosci misjonarza.
Ten domek bez Maciusia byl taaaaaaaaaaki pusty taaaaaaaaaaki malutki.

Brak Maciusia w otoczeniu oznaczal dla niej stracony dzien.
Byla w stanie „ tworzyc rzeczy wielkie“ tylko wtedy gdy Malicki byl w zasiegu.
Przy nim rodzila sie na nowo i codziennie.
Dzien bez narodzin, byl dniem straconym bezpowrotnie.
Ani Coreczka ani DG nie byli w stanie tej straty wyrownac.
DG majac tego pelna swiadomosc, postanowil wykorzystac
chwilowy dlugi odstep pomiedzy kochankamii i pozabijac
Artystke przynajmniej kilka razy, tak dla odmiany, aby
mogla sie swobodniej odradzac.
Zaczal wiec standardowo mowic o rodzinie, wartosciach,
moralnosci itd. Jeszcze wtedy walczyl o rodzine.
Artystka zas standardowo odpowiadala ze to sa pierdoly,
ktore jej nie dotycza i podjela niestandardowo probe
zajecia sie dzieckiem.
Wygladalo to dosc sztucznie, ale Coreczka steskniona za
mama, z ktora nie miala kontaktu przez dlugi okres czasu
z entuzjazmem przyjmowala kazda aktywnosc skierowana w
jej strone.
- „przynajmniej tyle z tego dobrego, ciekawe jak to bedzie
kiedy zjawi sie misjonarz ? no ciekawe …“ – pomyslal DG
wypijajac kolejny lyk z piwa, po czym rozejrzal sie dookola
posesji.
Wygladalo na to, ze znalazl sie w miejscu wiecznej
szczesliwosci, gdzie nie ma nic do robienia.
Zupelnie nic.
„Wakacje FOREVER“ . – westchnal leniwie DG I zaczal
przygladac sie trzem czarnym, ktorzy mieli funkcje naprawy
ogrodzenia posesji.
Bylo ich trzech. W kazdym z nich plynela krew …… bo sie
poruszali.
Najwyrazniej jednak nie mieli jej zbyt duzo, lub byli swiezo
po transfuzji bo ich ruchy byly jakies takie mgliste, takie
nie konczace sie nigdy.
Ogrodzenie zas, jak przystalo na ogrodzenie posesji w
Rodezji mialo ok 3 m wysokosci, bylo murowane i
zwienczone drutem kolczastym pod napieciem.
Ten widok przywolal na mysl zycie bialych kolonizatorow
i tak wlasciwie zaczelo wygladac zycie Don Giovanniego w
Afryce. Nic ….. zupelnie nic do robienia.
Ale tego tez trzeba sie nauczyc.
Dlatego DG upewniwszy sie, ze Artystka nie stracila
zainteresowania wlasnym dzieckiem i ze jeszcze sie nie
pozabijaly, siegnal po drugie piwo, zajal strategiczna
pozycje w fotelu na tarasie, skad mogl obserwowac i
pobierac lekcje pracy „na czarno“.
Trzej czarni bracia zjawiali sie codziennie rano do pracy w
okolicy 8 godziny .
Prace zaczynali od heroicznego wysilku w celu rozpalenia
ogniska przy uzyciu darmowych patykow znalezionych w
ogrodzie.
Najpierw DG myslal, ze wtym ognisku beda wypalac cegly,
ale potem sobie przypomnial ze przeciez cegly kupil w
cegielni.
„Wiec moze beda kuc lopaty i lemiesze ?“ – dywagowal DG
i z uwaga przypatrywal sie murarzom.
Po pol godzinie kiedy juz sie rozgrzali sobie rece (boze ….
co bedzie w zimie !!!) i wg DG byli gotowi do roboty, oni
postanawiali zapalic jointa.
Caly czas przy tym mieli wetkniete sluchawki w uszy i czy
to z zimna od slonca czy goraca od ogniska podrygiwali
i kolysali sie na boki.
Te ruchy w niczym nie przypominaly ruchow jakie nalezy
wykonac aby wmurowac chociaz jedna cegle i stad tez po
dwoch dniach obserwacji, DG zauwazyl ze dziura w murze,
ktora w dniu jego przyjazdu miala 3 metry szerokosci i 2
wysokosci nie zmniejszyla sie ani na jote.
Po osmiu godzinach podrygiwania przy ognisku, popalania
trawy, trzej murarze (najwyrazniej wykonczeni praca) znikali
z ogrodu, rownie bezszelestnie jak sie w nim pojawiali rano.
O ile czas rozpoczecia „pracy“ zdecydowanie wachal im sie
od 8 do 10 rano, o tyle fajrant zawsze nastepowal niezwykle
punktualnie jakby byli podlaczeni swiatlowodem do
Greenich.
DG przygladal sie codziennie „postepowi prac“
z zainteresowaniem oczekujac konca tygodnia czyli dnia
wyplaty.
Sobota oczywiscie nadeszla (bo nadejsc musiala) i murarze
wyciagneli rece po kase.
DG popatrzyl na ich utrudzone praca rece, popatrzyl na
ognisko, popatrzyl na mur, w ktorym w ciagu tygodnia pracy
przybyly 3 cegly .
Z rozbawieniem przysluchiwal sie tlumaczeniu problemow
jakie to musieli pokonac murarze aby wmurowac srednio
po jednej cegle na glowe na tydzien.
Z ich relacji wynikalo, ze bardzo szanuja swoja prace
i zamierzaja ja kontynuowac jak najdluzej sie tylko da,
co oczywiscie DG powinien zrozumiec i zaczac podskakiwac
z radosci, ze trafil na tak pracowitych ludkow.
Co wiecej, ich ogromne zaangazowanie zasluguje ze
wszech miar na uznanie i dlatego oczekuja, ze zamiast
umowionych 10$ na lebka za tydzien pracy dostana p o 15$,
co obiecuja odpracowac w najblizszym nieokreslonym czasie.
KU SASA
Dla czlowieka w czarnym kolorze skory zamieszkujacego
tereny Zimbabwe i Sud Africa nie istnieje pojecie,
ze czegos nie da sie zrobic.
Nie maja takiego okreslenia w swoich jezykach a w jezyku
angielskim nie przechodzi im to przez czarne gardlo.
Kiedy wiec pytasz czarnego czy dana rzecz mozna zrobic,
nigdy nie odpowie ci przeczaco.
Nigdy nie odpowie , ze sie nie da.
Zawsze sie da. Jest to tylko kwestia czasu.
Na pytanie , KIEDY wiec da sie TO zrobic ?
Zawsze uslyszysz odpowiedz „ku sasa“.
Jest to zwrot z jezyka ndebele (zulu) i oznacza dokladnie
to o czym w danej chwili mysli odpowiadajacy na pytanie i
czego nie zamierza ci absolutnie ujawnic.
Tak wiec „ku sasa“ panuje wszedzie i jest jednym
z najbardziej popularnych sformulowan zarowno w zwrotach
oficjalnych (stosowanych przez urzednikow) jak i w
nieoficjalnych kontaktach towarzyskich.
Zupelnie jak „ maniana“ w Ameryce Lacinskiej.
„ku sasa“ tu „ku sasa“ tam gwarantuje ludziom
dlugowiecznosc, bo nie wypada umierac zanim nie
zrealizuje sie wszystkich obiecanych innym „ku sasa“.
.
DG postanowil popodskakiwac sobie z radosci ale
„ku sasa“ a w tamtej chwili poprzestal na rozplywaniu sie
nad filozofia pracy „na czarno“.
W konsekwencji tego rozplywania I w dowod uznania za
nadludzkie wysilki w utrzymanie stanowiska pracy, rozdal
czarnym przodownikom pracy po 2$ czym zagwarantowal
sobie ich obecnosc (nie mylic z praca) w nastepnym
tygodniu.
Jesli wyplacicie czarnemu cala naleznosc za tydzien pracy,
to macie jak w banku, ze dlugo go nie zobaczycie.
(Oczywiscie nie dotyczy to sluzby w domu).
Nalezy wiec wyplacac im dokladnie tyle, aby dozyli do
poniedzialku a wtedy honor i ambicja nie pozwola im
zrezygnowac z kontynuowania pracy u Was.
Tak wiec czarni murarze okazali sie byc ludzmi niezwykle
ambitnymi I niezwyklego honoru i po miesiacu pracy,
kiedy to Don Giovanniemu przyszlo opuszczac Bulawayo,
w ogrodzeniu nadal pozostawala wyrwa jakby przeleciala
przez nia slonica w ostatnim miesiacu ciazy.
Co prawda juz drugiego dnia obserwacji DG w przyplywie
energii chcial pokierowac pracami remontowymi,
ale Artystka zabronila mu kategorycznie zblizac sie do
robotnikow, zapewne w obawie, ze ci ostatni puciekaja
przez wyrwe murze a drugich takich pracowitych w calym
bushu nie znajdzie.
Na takie argumenty DG opadl tylko bezwladnie na fotel,
otworzyl kolejne piwo i zamyslil sie nad zwyczajami dnia
codziennego panujacymi w tym pieknym kraju.
.
Ach…….Rodezyjczykiem byc !!!!!
.
Zostaly one wprowadzone przez angielskich kolonizatorow,
przetrwaly probe rewolucji I dzieki temu, jesli jakis bialy
mial dom w tym kraju ….
………. ale zacznijmy od poczatku.
.
Bialy w Zimbabwe kojarzony jest zasadniczo z 3 cechami :
Po pierwsze jest bialy
Po drugie zna angielski
Po trzecie ma kase.
Czlowiek ktory nie z na angielskiego lub nie ma kasy lub
jeszcze gorzej nie spelnia tych ostatnich 2 kryteriow,
w odczuciu rdzennych mieszkancow bylej Rodezji
absolutnie nie moze byc bialym.
Dzieki nie spelnianiu tych 2 ostatnich kryteriow DG stosunkowo
latwo znalazl sobie nowych znajomych (jak sie okazalo w tym
samym wzglednym kolorze skory…..ale o tym kiedy indziej).
Skoro juz ustalilismy, ze DG to jest bialy lis farbowany,
wrocmy do znienawidzonych zwyczajow przejetych i
stosowanych dobrowolnie przez czarnych od
z nienawidzonych bialych bialych najezdzcow.
Kazdy bialy w Zimbabwe (i chyba wiekszej czesci Afryki)
jesli posiada dom lub go wynajmuje musi (ale to MUSI
BEZWZGLEDNIE !!!!) do jego obslugi zatrudnic czarna sluzbe.
W zaleznosci od wielkosci domu i ogrodu, wielkosc takiego
zatrudnienia wynosi minimum 2 osoby.
W sklad minimalnej obsady wchodza:
Kobieta, ktora sprzata dom bialego, pierze ubrania bialego,
gotuje bialemu posilki wg menu przygotowanego przez
bialych oraz ogrodnik, ktory ma zakaz wstepu do domu
bialego I obsluguje ogrod bialego I brame nalezaca do
ogrodu bialego.
Kobiety zatrudnione w domach wszystkie nazywaja sie tak
samo, czyli MAID, a ogrodnicy tak samo jak kobiety czyli
GARDNER.
DG zupelnie tego nie rozumial ale pogodzil sie z tym
szybko.
W koncu pochodzi ze starej polskiej zubozalej bardzo
szlachty, ktora przy kazdych drzwiach w domu miala
Szwajcara bo na regularnego lokaja z Londynu, zadko
kogo bylo wtedy stac.
Niestety Szwajcarom w Polsce i tak za duzo sie placilo,
jak za otwieranie drzwi, bo zarobiwszy pieniadze , wrocili
do swojego kraju, pootwierali banki, powplacali tam
zarobione przy polskich drzwiach pieniadze i tak
rozpoczela sie potega Szwajcarii, ktora trwa do dzisiaj.
DG nie zamierzal popelnic tego samego bledu co jego
przodkowie.
O co to to NIE !!!!!!
I nakazal czarnej sluzbie trzymac sie z daleka od drzwi !!!
Brama to juz zupelnie inna sprawa.
Do Maid lub Gardnera nie wolno oczywiscie zwracac sie
per Maid czy Gardner lecz po imieniu.
Oni natomiast z wyszukanym szacunkiem, wdziekiem, i
zawsze (powtarzam zawsze ) z usmiechem zwracaja sie do
bialych domownikow BOSS, MIS, LADY, MISSIS – slodziutkie J.
Co za maniery !!!!!!!
Oni sa naprawde dumni z wykonywanego zawodu I w ten
sposob takze okazuja wdziecznosc za zatrudnienie dzieki
ktoremu sa w stanie wyzywic cala rodzine.
Wynagrodzenie takiej sluzby lub lepeij nazwijmy to HOME
SUPPORTu zostalo uregulowane administracyjnie I po
przeliczeniu wg kursu czarnorynkowego w ciagu 1 miesiaca
nalezy kazdemu z nich zaplacic ok 40 dolarow amerykanskich.
Nie jest to tanio zwlaszcza, z e trzeba im jeszcze pokryc
koszty dojazdu (jesli akurat nie mieszkaja na posesji w
specjalnie dla nich wydzielonej czesci) I zapewnic mundurki :
dla MAID fartuszek a dla GARDNERA kombinezonik oraz
codziennie przyslugiwalo im po 2 herbaty na glowe. (na
szczescie nie piwo ale to reguluje ustawa o wychowaniu w
trzezwosci w Polsce, ktora jako pierwsza postanowil lDG
zaszczepic na afrykanskim gruncie).
.
DG z szacunkiem pochylal sie nad tymi zwyczajami podnoszac
z ziemii kolejne piwo.
.
Zeby nie popasc w zbyt duze koszty na starcie nowego zycia
artystki, zgodzil sie jedynie na podstawowy STAFF czyli po
jednym SUPPORCIE z kazdej dziedziny.
Poprzez to, koszt utrzymania miesiecznego wzrosl
drastycznie o 80 $ co po dodaniu do kosztu wynajmu domu
150$ oraz zsumowaniu z minimalnymi kosztem piwa na
miesiac, dawalo kwote 500 $.
„Nie jest tanio , wbrew temu to pisala w smsach Artystka“
– wzdechnal DG i powrocil do rozwarzan nad organizacja zycia
w Zimbabwe.
.
Dzieki pensji jaka co miesiac otrzymywal STAFF, byli oni w
stanie utrzymac sie przez miesiac z czteroosobowa rodzina
(pod warunkiem ze nie pili piwa), a dzieki temu ze biali
obrzydliwi kolonizatorzy nabudowali domow jak potluczeni,
potrzebna byla ich obsluga i zawody te staly sie sportem
narodowym w Zimbabwe.
Stanowia tez glowny czynnik dochodu narodowego.
Zanim jeszcze Rodezja zmienila sie niepostrzezenie w wyniku
rewolucji w Zimbabwe, kraj pod rzadami Rodesa (ktory jak
wiadomo caly kraj kupil od jakiegos wodza Zulusow za pare
paciorkow oczywicie namoczywszy go wczesniej obficie woda
ognista, a na przypieczetowanie transakcji zrobil z jego ludzi
niewolnikow) stala sie najbogatrzym krajem swiata (liczac
dochod na glowe bialego mieszkanca).
Kraj w ktorym jak wiemy na powierzchni ziemi doskonale
rozwijaly sie plantacje tytoniu, herbaty, pomaranczy, tuz
pod powierzchnia natomiast platacje orzeszkow ziemnych
a glebiej kopalnie wegla, zlota i diamentow.
W miastach kwiitl przemysl odziezowy rozwijalo sie
budownictwo przemyslowe i drogowe.
Wprowadzono wlasna walute (funta rodezyjskiego),
ktory szybko stal sie silniejszy od funta brytyjskiego.
Zycie typowego bialego rodezyjczyka bylo niewiarygodnie
nudne, bo wszystko za niego robili niewolnicy, wiec im
pozostawalo tylko picie i rozmnarzanie sie.
Paradoksalnie te 2 czynnosci wykluczaja sie, co widac dobitnie
na przykladzie niewolnikow ktorzy nie pili i rozmnarzali sie
zdecydowanie szybciej.
Taka ilosc nudy i sexu moze byc smiertelna i dla tego biali
postanowili dramatycznie zmienic swa kolonialna egzystencje
zanim zejda z tego swiata.
Potrzebny byl im tylko odpowiedni moment.
No i doczekali sie.
Na czele ruchu opozycyjnego (do bialych) stanal kolega
Mugabe, ktory bardzo zazdroscil bialym ich bezsensownego
stylu zycia.
Pod pozorem zniesiemia niewolnictwa (czyli „strzelajac w
stope“ kazdemu czarnemu) wzniecil rewolucje.
Postanowil rozdac bron wzystkim, ktorzy chcieli jej dotknac.
Poniewaz jak sie okazalo nie bylo ich zbyt wielu, bo normalie
myslacy czarny, ktory zasmakowal niewolnictwa zdaje sobie
sprawe, ze jesli bedzie wolny to w dupe wzielo darmowe
mieszkanie, karmienie, ubieranie i opieke medyczna (a jak PAN
byl w lepszym humorze to i darmowe piwko), wiec jasne bylo
ze chetnych do rewolucji dramatycznie zabraklo i Mugabe
musial ich zaimportowac z sasiedniego bushu.
Przybyli wiec do Rodezji czarni weterani wojenni, chwycili za
kalasznikowy I ruszyli zdobywac przemoca plantacje.
I tu sie lekko zdziwili. Bo biali najezdzcy tylko na to czekali.
W absolutnych pokoju I z radoscia I, bez jednego
defensywnego wystrzalu pooddawali im klucze do swoich
majatkow.
Od tej chwili zycie bialych w Zimbabwe nabralo sensu i tresci.
Najpierw musieli uciekac I chowac sie przed rozjuszonymi
wojownikami, ktorych wkurwili strasznie, pokojowo skladajac
bron. Nie bylo tego w scenariuszu przedstawianym
rewolucjonistom przez wodza rewolucji Mugabego, a nie mogac
dodzwonic sie do niego na komorke, postanowili jednak
wykonac plan I wystrzelac troche amunicji.
Temu wszystkiemu z ogromnym zdziwieniem przygladali sie
niewolnicy, ktorzy nie mogli pojac: : na cholere czarny chce
zajac miejsce bialego ? przeciez to wbrew prawu naturalnemu !
.
(Niby toto nie cytate nie pisate a jakie madre !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)
.
Jak pokazala przyszlosc , niewolnicy mieli absolutna racje.
Przejecie od bialych ich super dochodowych farm, kopalni I
przedsiebiorstw i porowadzenie ich sciezka „czarnej“ ekonomii,
(ktora plasuje sie na drugim miejscu na swiecie zaraz za
ekonomia „sowiecka“) w krottkim czasie doprowadzilo ich do
ruiny a wolnych niewolnikow zepchnelo na skraj egzystencji.
Po 30 latach od rewolucji i zniesieniu niewolnictwa, Mugabemu
udalo sie doprowadzic swoj kraj do kompletnej ale to ku…wa
kompletnej ruiny a ludzie cierpia glod i zdychaja na co sie tylko
da i przy byle okazji.
Jednakze u dalo mu sie wyprzedzic reszte swiata i osiagnal
niespotykany jak dotad w historii i chyba juz nigdy w
przyszlosci nie do powtorzenia wynik w rocznej inflacji,
ktora w 2009 roku osuagnela poziom 20.000%.
Jest to procent tak abstrakcyjny, ktorego nawet Marks
z Engelsem czyli Dolce I Gabbana komunistycznej ekonomii by
nie wymyslili.
Aby go zobrazowac podam taki oto przyklad : na poczatku
roku 2009 posiadajac banknot 1 milionowy, mozna bylo kupic
chleb. Pod koniec roku idac po chleb nalezalo zaopatrzec sie
w banknoty bilionowe I worek zeglarski bo inaczej zabraklo by
drobnych.
Przekazanie czarnym doskonale funkcjonujacych farm i firm w
krotkim czasie doprowadzilo do ich ruiny.
Pytanie :
Co zrobill czarny, kiedy zostal wlascicielem np: plantacjii
tytoniu ?
Odpowiedz:
Posadzil drzewo, aby polezec w cieniu.
Jesli dla dalszego przykladu, zepsul mu sie traktor (URSUS
zreszta), to zamiast zadzwonic do Warszawy po inmstrukcje
i czesci, rozsprzedawal go po kawalku.
To bardzo nie spodobalo sie Mugabemu.
Znaczy nie fakt, ze jego ziomale nie dzwonili do Polski tylko,
ze wogole nie chcialo im sie sluchawki podnosic.
Postanowil temu czym predzej zaradzic zanim jego rewolucyjni
bracia pozbawia kawalka chleba nawet jego.
Majac niekwestionowana wladze o ktora w takim upale nikomu
nie chcialoby sie walczyc, sterowal krajem niczym pijany sternik
pieknym ale pustym zaglowcem posrod raf koralowych.
Reczne sterowanie gospodarka, tak uwielbiane przez geniuszy
ekonomii (nie wylaczajac Balcerowicza), w krotkim czasie
przeksztalca kazdy kraj w republike bananowa nawet jesli ma
zloza diamentow I zlota na ktorych banany ni cholery rosnac
nigdy nie chcialy.
Mugabe w szybkim tempie zaczal nacjonalizacje co bardziej
dochodowych dziedzin przemyslu co w praktyce wygladalo
nastepujaco :
jesli jego tajni agenci dostrzegli, ze jakas firma pod rzadami
bialego (ktory byl zbyt leniwy aby uciec przed rewolucja I nie
chcialo mu sie oddac kluczy do wlasnego businessu) dobrze
funkcjonuje , dostawal propozycje nie do odrzucenia, tzn musial
przyjac na wspolnika czarnego, ktory w efekcie byl skoligacony
z Mugabem.
Pozniej podobna zasade wprowadzono w USA i Kanadzie no
i w pozostalych krajach czarnej Afryki.
Tak wiec powoli ale niezwykle systematycznie przedsiebiorstwa
przechodzily w rece Mugabego.
Do niego naleza wszystkie taxowki, wszystkie sieci fast
foodow, caly import motorow, samochodow I paliwa, wiekszosc
kopalni zlota itd.
Wiec generalnie po rewolucji sie polepszylo.
MUGABEMU.
Stac go bylo nawet aby kupic w Szanghaju wille za 5 mln $ dla
swojej corki ktora postanowil tam ksztalcic.
No w tym wzgledzie to nawet DG nie byl w stanie go pobic
z oplacaniem jakiejs marnej British School w Warszawie.
.
Jak to mozliwe – Zapytacie – ze Mugabemu udalo sie
zniewolic I oglupic swoich rodakow do tego stopnia ?
Dlaczego caly swiat zachodni z nami wlacznie p rzyglada sie
temu biernie?
Wbrew pozorom najwiecej winy za taki stan rzeczy w
Zimbabwe ponosimy my Polacy a wlasciwie nieudolna
polityka kolejnych polskich rzadow od elektroprezydenta
poczawszy.

Zanim to udowodnie (z przykroscia i rozczarowaniem dla
naszego spoleczenstwa) musze jednak jasno okreslic moje
poglady.
Po pierwsze : nie ulega watpliwosci, ze Zimbabwe jest krajem
rdzennym ludow Shona i Ndebele i oni sa jego prawowitymi
wladcami jak i Polacy w swoim regionie geograficznym.
Po drugie : skolonizowanie ich przez anglikow w ostatecznym
rachunku wyrzadzilo im historyczna krzywde bo pokazalo jak
fajnie byc niewolnikiem.
Po trzecie : oburzenie swiata na rewolucje w Zimbabwe
jest kompletym bezsensem, bo to tak jakby sie obrazili za to,
ze mysmy ruskim skopali tylki.
Po czwarte : dlaczego swiat wypial sie na Zimbabwe,
tzn oblozyl go embargiem (czym sam sobie strzelil w
stope jak pokazuje historia) ?
odpowiadajac na te wszystkie pytania razem musze stwierdzic,
ze Mugabe w odroznieniu od prezydenta RPA- Mbekiego,
kategorycznie odmowil wyplaty jakichkolwiek reparacji
wojennych, czym bardzo Don Giovanniemu przyplusowal.
Przekladajac to na nasz polski grunt, to tak jakbysmy my
musieli wyplacac odszkodowania cholernym ruskim okupantom
za to ze nam np: Palac Kultury lub PeGeERy zbudowali.
Bzdura !!!!!
Niemniej Mbeki podzielajac jak najbardziej stanowisko
Mugabego i Don Giovanniego, nie powiedzial tego oficjalnie
na forum miedzynarodowym lecz skrycie realizuje I na pytania
kiedy zacznie wyplate reparacji , niezmiennie odpowiada „ku
sasa“.
Tak wiec swiat zachodni (durny) obrazil sie na Mugabego I na
zlosc jemu odmrozil sobie nos czyli zamrozil z nim wymiane
handlowa.
Nie wiadomo na co liczyli durne bialasy.
Ze niby czego oczekiwali ?
…ze Mugabe sie poplacze i zaprosi angoli z powrotem ???????
Swiat zachodni oblozyl wiec Zimbabwe embargiem I vice
wersa.
I tu powstala luka na naszym globie.
Czarna dziura mozna by powiedziec (tylko bez glupich
skojarzen prosze).
Juz po pierwszej wizycie w Zimbabwe w 2004 roku,
DG dostrzegl niewiarygodny potencjal tego kraju I jego
mieszkancow. Postanowil czym predzej doprowadzic do
wtornej kolonizacji tym razem na rzecz Polski.
W koncu wszyscy w europie juz swoje kolonie zamorskie mieli
tylko my jeszcze nie.
Nie bylo to tez niebezpieczne, bo czarni rewolucjonisci
wystrzelali wszystkie naboje przeciwko anglikom, a w wojnie
na piesci my jestesmy lepsi.
DG pisal wiec petycje do rzadu polskiego, ze oto wyladowal w
afrykanskim bushu, zajal placowke i systematycznie sie
umacnia, ale bez wsparcia (przynajmniej setki kiboli) dlugo nie
przetrwa.
…Ze utrzymanie takiej armii kibolii duzo tu nie kosztuje bo piwo
tansze niz woda, a czarnych wokol mnogo wiec wystarczy tylko
reka na oslep machnac aby przynajmniej ze 3 trafic.
Pisal I pisal, ale te durnowate polskie rzady nie reagowaly.
Zreszta czego tu oczekiwac skoro prezydent swoja edukccje
skonczyl na rozpoznawaniu znakow graficznych (czyli wie jak
wyglada plus dodatni I minus ujemny… do czytania nie
doszedl skoro listow od DG nie przeczytal).
Pomimo jego analfabetyzmu Don Giovanni przynajmniej na
jego walecznosc liczyl, ale i ta okazala sie iluzja wyssana
z palca duzego u prawej stopy polskiej historii.
DG zrozumial to dopiero wtedy, kiedy kilkakrotnie w
zwolnionym tempie (klatka po klatce) analizowal slawetny
skok przez mur(ek).
Po obejrzeniu tego horroru, postanowil podzielic sie
z Wami jego obserwacjami, ktore zapewnie udziela Wam
odpowiedzi na wiele nurtujacych Was pytan.
.
Jak pamietamy oddzialy ZOMOwcow uzbrojone po piekne
zeby, zabarykadowaly sie w Stoczni Gdanskiej, aby pod
nieobecnosc stoczniowcow poplywac sobie na statkach.
Gdy wiesc ta dotarla do stoczniowcow, ci w przemoznej
trsce o funkcjonariuszy czym predzej ruszyli wszyscy razem
pod bramy stoczni , liczac na to ze zdaza zanim chlopaki im
jakis statek rabna.
Nie byloby w tym nic tragicznego, gdyby nie fakt,
ze z dokach stalo mnostwo nie dokonczonych jeszcze
jednostek I durne ZOMOwcy mogli rabnac statek np bez
dziobu I utopic sie nim zanim dotra do Szwecji.
W trosce wiec o zdrowie uzbrojonych emigrantow, tlum
stoczniowcow skandowal slowa pelne uwielbienia, ktore
mialy zdezorientowac ZOMOwcow w architekturze stoczni.
Po kilku godzinach wydzierania sie pod brama,
stoczniowcy uznali najwyrazniej ze czas sprawdzic co sie
dzieje we firmie I we w tym celu wybralii sposrod siebie
najbardziej dziarskich I dorodnych tusza (kaczynskich) i
zmusili ich aby kogos podsadzili aby przez mur(ek)
zagladnal.
Kaczynscy jak na gwaizdy filmowe przystalo,
dlugo wybrzydzali I wybierali posrod proponowanych im
kandydatow do lewarowania.
Ostatecznie zgodzili sie na Walese, ze wzgledu na jego
mizerny I durnowaty wyglad.
W koncu do funkcji peryskopu potrzeba jedynie paru
sprawnych organow.
Nie zamierzali jednak , zbytnio mu pomagac. Nie chcieli
sie zbytnio nadstawiac.
Lechu przebieral wiec niezgrabnie nozkami w powietrzu
nie mogac osiagnac odpowiedniego poziomu na ramionach
rozrosnietych gwaizd. Juz chcial sie wycofac ku uciesze
blizniakow, ale od strony tlumu nadszedl grozny pomruk.
W przyplywie desperacji wiec wykonal rekami cos na
ksztalt krzyza i z trudem wdrapal sie na ramiona roslych
Kaczorow.
Po dluzszej chwili udalo mu sie zlapac rownowage pomimo
tego, ze bracia stali spokojnie , w koncu nie takie numery
w zyciu juz robili.
Kiedy oni cierpliwie oczekiwali na relacje z gory,
ich czlowiek na gorze zamiast sie rozgladac, przez caly
czas wykonywal znaki krzyza I wydzieral sie : „wyzej,
wyzej!!!!“
W koncu nawet postawnym blizniakom palcow u nogow
zaczelo brakowac, wiec podrzucili go nieznacznie do gory,
a ten zamiast zlapac sie z a szczyt ogrodzenia,
wykonal kolejny znak krzyza i ……. wyladowal z drugiej jego
strony.
(alez ja to ladnie napisalem !!! bez zadnych wulgaryzmow ,
no, no…)
Tlum zamarl w milczeniu a wraz z nim zamarla historia
obalania komunizmu w Polsce.
Kaczynscy popatrzyli na siebie, zadziwieni wlasna moca.
Teraz wypadki potoczyly sie lotem blyskawicy a raczej
lotem Walesy.
(Na pamiatke tego lotu, imieniem i nazwiskiem jego pilota
bez licencji nazwano pozniej lotnisko w Gdansku – to musial
byc jedyny powod bo do dzisiaj nie rozumiem zwiazku
pomiedzy peryskopem a lotniskiem).
Tlum stoczniowcow z napieciem nasluchiwal oznak zycia
zza muru stoczni, w miejscu gdzie peryskop zmienil
funkcje I osiagnal glebe.
Nic … tylko cisza. W koncu po chwili odpowiadajacej trzem
zdrowaskom, uslyszeli delikatny szelest lisci.
Szelest zaczal przesuwac sie powoli wzduz muru w
kierunku bramy.
Stoczniowcy nie zmarttwychwstali jeszcze z przerazenia
podobnie jak historia.
Czyzby jakis wsiekly, bezpanski PIES ciagnal ich peryskop
po ziemii ???
„O biada nam „ – mysleli Kaczynscy. – „ jesli niedajboze
Lechu przezyje ta akcje, to dopiero bedzie wkur…ony…“
Postanowili wiec czym predzej podejsc pod brame stoczni
I ublagac jakiegos ZOMOwca, aby sprawdzil czy ich
koledze nic sie nie stalo.
Niestety, przy bramie nikogo nie bylo.
.
(Widocznie wszyscy jZOMOwcy juz sie zaokretowali).
.
A brama zamknieta na drut. A w calym tlumie
kombinatorow historii ani jednej pary kombinerek.
Nie bardzo wiedzac co w takiej sytuacji poczac,
Kaczory zaczeli juz typowac kolejnego chetnego do
zwiadu, gdy tymczasem cos szeleszczaco zblizalo sie do
bramy stoczni.
Dzielni stoczniowcy na wszelki wypadek odstapili pare
krokow.
Po drugiej stronie bramy obsypany lisciami ukazal im sie
Lechu. Caly i zdrowy. I usmiechniety od ucha do ucha,
ze tak dzielnie sie spisal I nie zginal smiercia haniebna
podczas uziemienia socjalizmu, ktorego dokonal absolutnie
sam przy pomocy jedynie swoich wasow.
Wraz znim prawie wszyscy stoczniowcy zaczeli wiwatowac.
Prawie wszyscy, Kaczory nie wiwatowali bo od tamtej
pory maja przerabane.
Ot I cala historia prawdziwa.
..
Don Giovanni zdawal sobie sprawe, ze pod rzadami
niedouczonego elektryka, ktory podskakuje jak mu zachod
elektrody przytknie, potrzebujemy na gwalt nowych rynkow
zbytu, bo nasz genialny elektroprezydent w pierwszych dniach
rezydowania (zanim jeszcze znalazl droge do toalety w palacu
prezydenckim…niestety zabraklo kolegow ze stoczni ktorzy by
do tam podrzucili) zniszczyl nam kilkusetletnie tradycje
wymiany handlowej z najwiekszym naszym zaborca I odbiorca
czyli Rosja.
Co wiecej…. zrobil to z duma i radoscia na twarzy co
swiadczylo o zaawansowanym debilizmie ekonomicznym
(bo na dywersanta potrzebna jest odrobina inteligencji).
Samozadowolenie minelo mu zaraz po tym jak odlaczyli mu
elektrody i ktos podpowiedzial, ze miejsce polskich firm
zajely natychmiast firmy z europy zachodniej.
Bez jednego wystrzalu odebrali nam taaaaaaaki rynek.
Na wszelkie reakcje bylo za pozno.
Zreszta w tym czasie Polska znajdowala sie takze w
szponach kolejnego geniusza ekonomii czyli Balcerowicza (na
szczescie musial odejsc…szkoda tylko ze tak pozno), ktory (za
„namowa“ EU oczywiscie, bo sam by na to nie wpadl) schladzal
lub raczej hibernowal doskonale rozwijajaca sie po 1989 roku
polska gospodarke.
.
(Mysle, ze skoro swiat w chwili obecnej jest tak przerazony
rosnaca potega Chin, mamy okazje zrobic na tym naprawde
doskonaly interes i wyeksportujmy im Balcerowicza, a on
rozpierdoli im gospodarke w tri miga i podporzadkuje Uni
Europejskiej.
Ciekawe czy Rzad Chin w przededniiu ich najwiekszego
rozkwitu I globalnej ekspansji wpadnie na ten genialny plan?
no ciekawe … Polacy na to wpadli…)
.
No ale wrocmy na afrykanska ziemie, po tym ogromnym
historycznym prze skoku i popatrzmy, co tez widzi zza
swojego krzaczora, okopany w bushu Don Giovanni.
W oczekiwaniu na lodpowiedz od rzadu polskiego, DG
postanowil jak najlepiej poznac kulture i obyczaje tambylcow,
aby uchodzic za fachowca I nie wyjsc na kompletnego Kolumba
lub walesajacego sie po palacu prezydenckim elektryka,
kiedy delegacja z Polski przyjedzie, aby mu wladze nad
Zimbabwe przekazac.
W tym celu zaczal wstawac bardzo rano i wnikliwie obserwowac
otoczenie.
Codziennie budzily Don Giovanniego przepiekne promienie
slonca wlewajace niewiarygodna ilosc energii nawet w jego
watle I nikczemnie leniwe cialo.
Jakiez wiec bylo jego zdumienie, kiedy patrzac przez okno
na ogrod obserwowal przesuwajacego sie ogrodnika
(zupelnie jakby po tasmie na litnisku jechal w kompletnej
mgle) z ugietymi kolanami, przygniecionego pod ciezarem
konewek pelnych wody.
.
Zdjecie okien w domu
.
Po dluuuuuuuuuuuuuuuuugiej chwili jakiej potrzebowal
ogrodnik aby przemiescic sie pomiedzy jednym oknem domu
a drugim, DG zobaczyl jak wlewa wode w rurki, ktorymi ta
wilgoc ma sie dostac prosto do korzeni roslin, bez mozliwosci
wyparowania w miedzyczasie.
Po wykonaniu tego skomplikowanego zadania, w tym samym
tempie, tak samo przygnieciony ciezarem choc tym razem
pustych konewek, ogronik wracal do kranu.
Uzupelnial wode za pomoca koncowki weza gumowego
oplecionego wokol tego wlasnie kranu.
.
(pare dni pozniej DG rozwinal tego gumowego weza i
okazalo sie ze jest wystarczajaco dlugi aby podlac rosliny
w najdalszym zakatku ogrodu, na co ogrodnik stwierdzil, ze
……nie zna angielskiego I dalej roznosill wode w konewkach
… co za szacunek dla pracy !!!!!)
.
Pod wplywem tak dynamicznie przewijajacego sie obrazu
DG od razu przechodzila ochota do jakiegokolwiek wysilku
fizycznego z myciem zebow wlacznie..
Poranna toalete ograniczal wiec do przeplukania ust I udawal
sie na przygotowane przez Maid sniadanie.
W tym czasie Artystka byla juz po porannej awanturze
z Coreczka, ktora nie mogla zrozumiec dlaczego jej mama
znowu zostawi ja na caly dzien tylko z tatusiem posrod
piasku i kaktusow.
Atmosfera wiec przy sniadaniach byla niezmienna niczym
slonce nad Afryka.
Zreszta DG tez nie bardzo rozumial na cholere przyjechal do
Zimbabwe I przyciagnal ze soba dziecko, skoro cale dnie
spedzali w domu i ogrodzie odcieci od swiata.
W Polsce pozostawili duzo wiekszy dom i duzo wiekszy i
ogrod, mase przyjaciol a Coreczka – kolezanek.
Ale przeciez przygoda czeka na nas tutaj !!!!! –
argumentowala Artystka I codziennie ok 10 rano odjezdzala
na jej spotkanie razem z Misjonarzem.
DG wraz z Coreczka pozostawieni na pastwe b ushu w
ogrodzie i porzarciu przez czarnych przodownikow pracy,
zaczynali dzien od uganiania sie za jaszczurkami pomiedzy
kaktusami, potem kiedy robilo sie za goraco nastepowala
przerwa w uganianiu.
Coreczka zajmowala sie przenoszeniem otoczenia na papier za
pomoca kredek lub farb a DG intensywnie uzupelnial elaktrolity
w organizmie zadajac sobie po raz setny to same pytania :
Z czego zbudowane sa dzieci ???
Skad ma toto tyle e nnergii ???
Czy niemogloby toto posiedziec grzecznie 10 godzin w
jednym miejscu a potem pojsc spac ??
Nie uzyskawszy jak zwykle odpowiedzi, zjadal w
towarzystwie Coreczki obiad przygotowany przez Maid,
potem jeszcze kilka godzin nic nierobienia i w srodku nocy
wracala Artystka z Mesjaszem przeszczesliwa, ze rodzina w
komplecie i ze tak wszystko pieknie s ie uklada.
.
Po paru wieczornych piwach w towarzystwie Mesjasza
odprowadzala go do bramy, po czym wracala na kolejna porcje
awantury tym razem z DG, bo Coreczka zasadniczo juz spala
wykonczona calodziennym upalem.
.
….. ale o tym za chwile.

No nie , nie jestem dzisiaj w stanie rozwinac lotnie zadnego z tych watkow, gdyz
napity juz jestem , bo piatek w nocy jest i kazdy normalny w Afryce o tej porze spi
pijany.

Noc w Afryce jest tak czarna, jest tak czarna ……. ze az czarna jest !
Wychodzisz na zewnatrz aby sie wysikac i nie widzisz swojego konca.
Nie zeby on nie wiadomo jak dlugi byl , tylko dla tego, ze czarno jest
i nic ale to nic nie widac, kompletnie nic.
Stad sie wzielo powiedzenie, ze jest ciemno jak w d… u m…… Juz wiecie ?
No.

Wiec wyobrazcie sobie teraz, ze wlasnie w srodku takiej nocy, komletnie narabani macie
wracac samochodem do domu w srodku takiego bushu. Dla ulatwienia dodam, ze podczas
jazdy noca nawet jesli uzywa sie swiatel, to i tak nie zobaczycie czarnego biegnacego
na golasa po asfalcie , no chyba ze usmiechnie sie do was pieknie rozciagniety na
masce waszego samochodu.
Ktoregos dnia, po kolejnej (czwartek byl , wiec czwartej w tym tygodniu) imprezie,
DG wraz z artystka wracali do domu. Godzina byla ok 1 w nocy.
Ciemno i ponuro dookola pomimo ze przez miasto jechali. Latarnie dookola wysokie.
Prad za darmo. Ale CIEMNO !!!!!!!!!! bo zarowki zakosili, wiec jakiez bylo
zdziwienie DG, kiedy dojezdzajac do skrzyzowania zobaczyl dzialajaca sygnalizacje
swietlna.
Jego reakcja byla natychmiastowa. (4 promile we krwi). Nadepnal na hamulec i w
spokoju oczekiwal az auto laskawie doplynie do miejsca zatrzymania.
Wypadlo to dokladnie na srodku skrzyzowania. Poniewaz DG generalnie stara sie
przestrzegac przepisow jakie by one nie byly, utknal na srodku nie bardzo wiedzac
ktore swiatla go obowiazuja w tamtej chwili.
Z tego calego rozmyslania coraz bardziej zamykaly mu sie oczy a kierownica
wydawala sie miekka niczym poduszeczka. I gdy juz juz przed oczami jego pojawily
sie rozowe plasajace slonie i hipopotamy i walenie , walenie wlasnie bardzo mocne w
okno samochodu wyrwalo go z objec Morfeusza.
Przytomnym (4 promile we krwi) wzrokiem popatrzyl w kierunku szyby o ktora
opierala sie wlasnie czesc jego ciala i zobaczyl ….. nic….. czarno…. zupelnie nic !
Zobaczyl przyslowiowa „ciemnosc“.
I juz mial polaczyc swe silne ramiona ponownie z ramionami Morfeusza, gdy czarne
nic walnelo dwukrotnie w szybe.
„ what the fuck ? – pozdrowil ciemnosc DG i patrzac w szybe nic nie widzac zaczal
ja opuszczac.
Za szyba pokazala sie biala poprzeczna kreska. Wpatrujac sie w ciemnosc ponad
kreska DG dostrzegl czapke policyjna. I wtedy zaswitala mu genialna mysl
„POLICJANT !“ – ………….. mysl musiala byc z rodzaju genialnych, gdyz o tej porze
w bushu nalezalo oczekiwac kazdej mozliwej zwierzyny czworonoznej a nie
dwunoznego rozesmianego policjanta.
„ no i czego on tak sie szczerzy ?“ – pomyslal DG – „przeciez policja w Zimbabwe
pracuje do 16 ! Zgubil sie w tym bushu po ciemku czy jak ? ale na pewno przed
switem go nie znajda jesli bedzie smutny „
„ co tu robisz ?„ – wesolo spytal policjant
„ jak to co ?“ – ledwo wybelkotal DG – „ stoje, nie widzisz ze pali sie czerwone
swiatlo ?“
„ Jedz ! kto cie bedzie pilnowal „ – blagal policjant
„ ok, ok „ – mamrotal DG probujac wyplatac kierownice sposrod guzikow koszuli.
W koncu uznal, ze nie ma co sie szamotac z martwa natura, bo jeszcze ich cos ZJE na
tym skrzyzowaniu i nie ogladajac sie za siebie (ani tym bardziej na boki) dodal gazu i
po 15 min doplynal bezpiecznie do bramy domu.
Zmija … kontra …. Zmija
DG po dojechaniu do bramy, zgodnie ze zwyczajem rodezyjskim uruchomil klakson dwukrotnie
coby przywolac czarnego pilota do bramy.
Niestety o tej porze chyba juz mial wolne i DG musial poprosic artystke aby byla tak niezwykle
uprzejma i otworzyla im ja na osciez.
Artystka wytoczywszy sie z auta cala swoja sila woli i godnoscia osobista zaparla sie
o szczebelki i przesunela kawal blachy od konca do konca.
DG mogl wjechac na posesje, co tez niezwlocznie (4 promile we krwi) uczynil i
szczesliwie wyhamowal przed garazem.
Zanim otworzyl dom, artystka byla juz zamknela brame wjazdowa i chlodzila czolo o
elewacje obok framugi.
Poniewaz pora byla jeszcze wczesna (jakies w pol do drugiej w nocy), DG
zaproponowal :
„ nie wiem jak ty, ale ja bym sie czegos napil i moze jeszcze jakis film obejrzymy ?“
artystka propozycje przyjela i zanim DG odpalil kino, wrocila do pokoju w
towarzystwie Johnny (Walkera) i coca coli.
„ i za to kocham Afryke !“ – pomyslal DG wychylajac duzego drinka (4,2 promila we
krwi) . Z filmu niewiele zapamietal , bo jego wzrok juz tak daleko nie siegal, ale
pamieta, ze w pewnym momencie Artystka zaczela wydzierac sie z bolu.
„ co jest ?!“ – zapytal troskliwie
„ chyba mnie waz ukasil w noge ? – wyla artystka
„no no, chyba trzeba ruszyc na ratunek“ – pomyslal DG i rozkazal sflaczalym swoim
miesniom aby zpionizowaly jego zrelaksowane cialo.
„ Jednym rzutem“ dotarl pod przeciwlegla sciane pokoju, gdzie na sofie rozposcierala
sie pieknie artystka. Jego delikatne dlonie ostroznie uniosly stope artystki.
Po obroceniu jej o 270 stopni czujne oczy DG dostrzegly dwa czarne punkciki.
I wogole cala noga od duzego palca po staw skokowy zrobila sie jakas taka ciemnawa.
Przy uzyciu scyzoryka ktory sluzy mu na codzien do otwierania butelek, wiec jest sterylny,
DG rozpoczal delikatnie skrobac skore na stopie Artystki probujac zetrzec ciemny kolor.
Niestety, ten ciemnawy problem nie chcial dac sie zedrzec, najwidoczniej tkwil gdzies glebiej.
DG okiem fachowca popatrzyl na zegarek (nie zeby byl zegarmistrzem tylko konczyl kierunek medyczny !)
i stwierdzil autorytatywnie, ze kontakt z wezem byl ponad 20 min temu, wiec gdyby
byl naprawde jadowity to artystka juz by nie zyla. Wiec skoro nie byl naprawde
jadowity, to DG ze spokojem nalal sobie kolejnego drinka i zwrocil sie do artystki :
„ bedziesz zyla… niestety“
i zduzgotany zajal swoje miejsce na legowisku.
Nastepnego dnia rano, czarny ogrodnik laczacy w sobie funkcje pilota do bramy
widzac wkurzonego DG pijacego leniwie piwo na tarasie, podszedl na bezpieczna odleglosc
(poza zasiegiem szklanki) i powiedzial, ze rano znalazl zdechla zmije przy bramie.
DG uprzejmie podziekowal za ta informacje i zasepil sie na dobre. „ zmija zdechla,
artystka przezyla …..“ To zdarzenie polozylo sie cieniem na dalszym zyciu DG.
Ale zanim kompletny cien przeslonil piekne afrykanskie slonce,
DG postanowil sie „przesiasc „ na cos mocniejszego (whisky z cola) bo juz poludnie
sie zblizalo i niedlugo po Corke do szkoly bedzie trzeba jechac.
Wiadomo ze od zbyt duzej ilosci piwa muli bardzo i mozna w spiaczke popasc i
spoznic sie do szkoly a w afryce spozniac sie nie wypada.
Nowy trunek wstrzasnal mocno DG potem nim zamieszal i nagle ….EUREKA !!!!!
OLSNIENIE !!!! DG rozszyfrowal enigme.
Odgadl zagadke niesmiertelnosci artystki !
To bylo taaaaaaaakie proste, wlasciwie kazdy z nas moze to zastosowac i moze efekty
beda podobne. I po raz kolejny drogi myslowe DG skrzyzowaly sie z kosciolem.
Wniosek byl prosty. „Whisky is the best !!!“…. no, nie nie ten, ten ponizej :
„Bz…kaj ksiedza bedziesz niesmiertelna“
Te radosc przeslonila natychmiast inna mysl.
„Maja nadal nade mna zdecydowana przewage“ – posmutnial DG -…………….
„Nie ! Wrecz przeciwnie ! Klatwa przestala dzialac ! Zwrocilem kosciolowi to co na
mnie zeslal !!!!! Pokonalem ich ich wlasna bronia „– wyl dla odmiany z radosci DG, jego stan
emocjonalny byl coraz mniej stabilny, ale najwazniejsze, ze …..
….Jego DUSZA zostala UWOLNIONA ! – oszlaly ze szczescia, postanowil podzielic sie
natychmiast ta dobra nowina z kimkolwiek, wiec przywolal ogrodnika, poczestowal
piwem i zaczal opowiadac swoja historie. (historia nie byla zbyt dluga ale DG i tak
sie strasznie streszczal zdajac sobie sprawe ze jak tylko piwo sie skonczy to sluchacz
bedzie chcial nastepne…)
a oto ta historia :
Lat temu kilkanascie (jeszcze za czasow komuny) kiedy to DG podejmowal zyciowe
decyzje o sposobie zarabiania na zycie , w jego glowie byly tylko 2 mozliwosci :
- wziac w ajencje radar policyjny, lub
- wydzierzawic kosciol
W pierwszym przypadku skonczylo sie na 24 godzinach na dolku a w drugim na
nalozeniu klatwy do konca zycia.
DG dlugo nie mogl sie pogodzic z wykleciem z kosciola. Z odcieciem go od takiego
zrodelka.
Piwo sie skonczylo.
Shit. W takim tempie to skrzynka bedzie malo !
Odeslal wiec ogrodnika do naroznika i sam, delektujac sie zwyciestwem przezuwal
przemyslenia na temat naszych „zwiazkow“ z kosciolem.
Z tych przemyslen powstala ….. rozprawka o :